Swoją drogą, wieliczanie nie mieli tak prostego zadania, bo miejscowi, którzy skompletowali skład w zasadzie dopiero przy wychodzeniu na murawę - bronili się dosłownie całym zespołem. Od początku bardzo aktywny na prawej flance był Kłys, przez którego przechodziło większość ofensywnych akcji w pierwszych fragmentach gry. I to właśnie z jego strony pojawiło się pierwsze zagrożenie dla bramki Sarnka. W 3 minucie po minięciu dwóch zawodników rywala posłał futbolówkę tuż obok dalszego słupka bramki Wiślan. W 14 minucie twierdza Wiślan padła. Bramkową akcję środkiem pola zainicjował Sikora. Efektownym zwodem zwiódł dwóch obrońców i przytomnie wyłożył futbolówkę nadbiegającemu Kłysowi. Ten ostatni przymierzył tym razem precyzyjnie i goście rozpoczęli marsz po kolejne w tym sezonie zwycięstwo. Kolejne dwie bramki padły bardzo szybko. Już 5 minut potem po kąśliwym strzale Sikory z 20 metrów, z dobitką spieszył Głowacki ale Sarnek spóźnił się nieco z interwencją i sprokurował rzut karny. Jedenastkę, kapitalnym uderzeniem w same "widły" na gola zamienił Polus. Kilka chwil później było już 0:3, a przyczynił się do tego rozgrywający naprawdę dobre zawody Kłys. Urwał się prawą stroną boiska, dośrodkował wzdłuż linii bramkowej. I choć nikt nie zamknął tej centry, to do piłki po przeciwległej stronie szesnastki dopadł Góralczyk i jego podanie, znalazło już skutecznego adresata. Został nim Kurzawiński, który popisał się fenomenalnym uderzeniem tuż poprzeczkę z dobrych 20 metrów. Na obronę Sarnka pozostaje fakt, że świecące mu prosto w oczy słońce nie ułatwiło interwencji. Najwyraźniej dostrzegł tą zależność bardzo przytomnie grający dziś Polus i już chwilę później próbował skopiować wyczyn Kurzawińskiego. Tym razem jednak piłka trafiła tylko w poprzeczkę. Oblężenie bramki Wiślan przynosiło coraz więcej okazji na podwyższenie rezultatu ale nie wszyscy mogli się odnaleźć pod bramką miejscowych. Dość długo, bo 45 minut kalibrował celownik najwyższy na boisku Głowacki. To on, w 28 minucie koszmarnie przestrzelił z bliskiej odległości po znakomitym podaniu Kurzawińskiego. Kurzawiński zresztą posyłał takich piłek więcej. Chwilę potem byliśmy świadkami iście profesorskiego zagrania diagonalnego na odległość 40 metrów do Kłysa, który znów postraszył golkipera.
Miejscowi w zanadrzu mieli w zasadzie tylko bardzo szybkiego Przybyło na szpicy, który przyznać trzeba dał się rywalom we znaki i to niejednokrotnie. Sęk w tym, że gdy dochodził do klarownych sytuacji strzeleckich to pudłował. Dwukrotnie stało się tak w pierwszej połowie i dwukrotnie w drugiej (w ostatnim przypadku zbyt mocno lobował bramkarza z 35 metrów). Za piątym razem trafił wprost w bramkarza, podobnie zresztą jak dobijający piłkę Pietrzko.
Po pauzie niewiele się zmieniło. Szkoleniowiec gości sporo rotował w składzie (przesunął m.in Kłysa na lewą flankę) ale i tak przewaga jego zespołu nie malała. Rosła za to ilość niecelnych strzałów. Wieliczanie, jakby zaprogramowani - bez względu na odległość od bramki - posyłali piłkę około metr nad poprzeczką. Wyjątek stanowił strzał Kłysa w 80 minucie tuż obok okienka oraz dwa efektowne gole Głowackiego. Ten w odstępie 7 minut dwukrotnie oszukał obrońców i pakował piłkę do siatki tuż przy prawym słupku z perspektywy bramkarza. Najpierw, przed strzałem w długi róg sprytnie wkręcił w ziemię rywali w narożniku szesnastki, a przy drugim golu - po prostu umiejętnie przedłużył prostopadłe podanie z głębi pola.
Wiślanie nie byli wymagającym przeciwnikiem dla zgarniającego ponownie trzy punkty Górnika. Przystąpili do tego pojedynku niemal z marszu, ledwie kompletując skład wychodząc już na murawę. Zabrakło w składzie także kilku graczy, którzy dzień wcześniej wystąpili w zespole juniorów starszych. Warto jednak odnotować, że Przybyło był tego przedpołudnia groźnym ogniwem i gdyby lepiej ustawiony był celownik, wieliczanie mogli nie zachować czystego konta w obronie. Podopieczni Piotra Pasternaka pokazali po raz kolejny szeroki wachlarz pomysłów na grę i na kontruowanie akcji. Obejrzeliśmy zespół z dobrze funkcjonującą wymiennością pozycji i uniwersalnością piłkarską wśród sporej grupy zawodników. Zapowiada się na to, że wieliczanie zdominują tą grupę I ligi.
Piotr Pasternak (trener Górnika): - Dałem dziś szansę kilku zawodnikom w młodszego rocznika. Zrobiliśmy sobie taki mały przegląd zaplecza drużyny juniorów młodszych. Mimo to, mecz nie miał głębszej historii. Od pierwszej do ostatniej minuty dominowaliśmy na boisku. Dodatkowo zadanie ułatwiły nam szybko strzelone bramki. Wynik mógłby być nawet i wyższy gdyby nie co najmniej kilka zmarnowanych jeszcze okazji. Czy zmiana Wątora w przerwie miała pomóc w powstrzymaniu szybkiego Przybyło? W żadnym wypadku. Wszystkie zmiany w składzie i rotacje na boisku miały na celu tylko i wyłącznie ogranie młodszych zawodników. A czy można z tego meczu wyciągnąć jakieś korzyści? Wydaje mi się że jak najbardziej. Cały czas pracujemy nad grą kombinacyjną. Staramy się uruchamiać przez środek nasze skrzydła i uważam, że funkcjonowało to dziś całkiem nieźle. Fajnie z założeń wywiązywał się zarówno Kłys jak i po przerwie Sznajder. Pewne elementy wypracowane podczas treningów widać już na boisku ale trzeba też pamiętać, że dotychczasowi rywale nie byli dla nas zbyt wielkim wyzwaniem.
Maciej Kłys (Górnik): - Od początku udało nam się narzucić rywalowi nasz styl gry. Wiślanie mało utrzymywali się przy piłce i kwestią czasu było kiedy otworzymy wynik meczu. Tak się złożyło, że w 14 minucie tego upragnionego gola zdobyłem ja i kolejne bramki padały już w krótkim odstępie czasu. Trzy punkty ostatecznie wywalczyliśmy bez większego trudu. Czy boje się o motywację zespołu przy tak łatwo odnoszonych zwycięstwach? Nie mam wątpliwości, że do każdego rywala podchodzić będziemy w pełni zmotywowani. Nie zamierzamy zresztą długo rozpamiętywać tej wygranej z Wiślanami. Powoli skupiamy się już na trudnym pojedynku z Tramwajem, który czeka nas za tydzień. Jeśli tylko będą ku temu sprzyjające okoliczności, będziemy chcieli tak jak w każdym poprzednim meczu, wygrać go jak najwyżej. Czy dziś poczuliśmy się zbyt pewnie w drugiej połowie? Nie sądzę. Owszem, gospodarze uruchamiali długimi podaniami szybkiego napastnika ale działo się to sporadycznie i to po stracie piłki. Ciągle dążyliśmy do zdobycia kolejnych goli więc podejmowaliśmy ryzyko, że jakieś kontry z pomięciem drugiej linii mogą rywalowi się przydarzyć. Apropos moich przenosin na drugie skrzydło po przerwie... Dla mnie bez znaczenia pozostaje to na którym skrzydle występuję. Moim zadaniem jest robić przewagę w ofensywie i wypracowywać sytuacje strzeleckie kolegom. Mam nadzieję że i dziś wypełniałem to zadanie poprawnie.
Robert Radziszowski (treren Wiślan): - Od początku mieliśmy świadomość siły ognia Górnika Wieliczka. Graliśmy z tym zespołem wielokrotnie dlatego też od pierwszych minut nastawiliśmy się na grę defensywną i szukanie swoich szans w kontratakach. Szkoda, że w odstępie ledwie kilku minut straciliśmy aż trzy gole bo to w zasadzie ustawiło cały mecz. Potem była już w zasadzie tylko walka o przetrwanie i o jak najniższy wymiar kary. Nie ukrywam, że w dużej mierze nasza gra oparta była dziś na szybkim Przybyło. Ale po pierwsze grał z lekką kontuzją, a po drugie nie do końca ze swoich zadań wywiązywali się zawodnicy środka pola, którzy mieli go o wiele częściej uruchamiać. Niestety po przerwie uraz Przybyło znów dał mu się we znaki i też pewnie miało to wpływ na jego dyspozycję. Co do kompletowania składu do ostatniej chwili to muszę przyznać, że wczoraj kilku graczy zabrałem do drużyny juniorów starszych, a dodatkowo dwóch defensywnych zawodników nie stawiło się dziś na meczu z nieznanych mi powodów. Czeka mnie więc z nimi poważna rozmowa. My mamy zespół który pewnie rozdawać kart w tej lidze nie będzie. Chcemy z każdego meczu wynieść jakąś wiedzę, nauczyć się czegoś od silniejszych od siebie, a jak się uda to może i utrzymać ten zespół w I lidze.