A gol krakowianom należał się o tyle, że stworzyli kilka bramkowych okazji, zwłaszcza w drugiej połowie meczu. Libiążanie, choć na wygraną nie zasługiwali, to porażka w takich okolicznościach jest delikatnie mówiąc bolesna.
Od pierwszych minut w oczy rzuciła się odważna gra libiążan, którzy w żaden sposób nie przestraszyli się lidera tabeli. Odwagą błyszczał zwłaszcza grający na lewej flance Piegzik, który gdyby miał nieco lepsze warunki fizyczne, mógłby być tego dnia nie do zatrzymania. Aktywny był także Miziołek. Podopieczni trenera Kosowskiego grali typowo krakowską piłkę i gdyby nie fakt, że Pasy przewyższały rywala skuteczniejszym podwajaniem i szybszym odbiorem piłki w środku pola, można by obie ekipy uznać za równe piłkarsko. Różnica jednak była widoczna bo libiążanie, poza bodaj jedną akcją w 60 minucie, nie byli w stanie poważniej zagrozić bramce Sikory. Uczynił to we wspomnianej 60 minucie F.Nowak, który dostał kapitalne podanie z głębi pola od Chechelskiego i gdyby tylko celniej podciął piłkę ponad bramkarzem, to być może Górnicy cieszyliby się z wygranej. A tak, rzadko bo rzadko, ale jednak - zagrażający bramce Wątroby krakowianie, dopięli swego w ostatnim akcencie meczu. Gola na wagę trzech punktów zdobył w doliczonym czasie gry rezerwowy Płaza, który oddał w zasadzie strzał/dośrodkowanie rozpaczy z 35 metrów i piłka ku zaskoczeniu wszystkich, nie tknięta przez nikogo, po słupku wtoczyła się do siatki. Nim jeszcze piłkarze Cracovii rozpoczęli radość po tym niezwykłym golu, arbiter zakończył zawody.
Wracając jednak do wcześniejszych wydarzeń. Na boisku początkowo błyszczał wspomniany Piegzik. To on solidnie nastraszył defensywę Pasów w 10 minucie, gdy po fatalnym podaniu rywala, pognał samodzielnie z piłką i zatrzymał się dopiero w polu karnym na trzecim z rzędu mijanym piłkarzu. Libiążanie groźni byli jeszcze dwukrotnie (poza opisaną 60 minutą) ale w obu przypadkach po błędach obrońców Cracovii. W obu przypadkach bliski zdobycia gola był Chechelski ale najpierw minimalnie spudłował, a potem w doskonałej wydawałoby się sytuacji strzelił zwyczajnie zbyt lekko.
Pasy, które dłużej i precyzyjniej operowały piłką, były w przekroju całego meczu zespołem jednak groźniejszym. Kapitalne zawody rozgrywał lewy obrońca Nawrot, który swoimi rajdami lewą flanką był nie tylko najbarwniejszym piłkarzem szczególnie pierwszej połowy, ale i kapitalnym wsparciem dla siły ofensywnej całego zespołu. Dostrzegał to wyśmienicie grajacy początkowo na szpicy ale później przesunięty do środka pola Rakoczy, który w wielu przypadkach właśnie Nawrota obsługiwał precyzyjnymi podaniami.
Wątroba zatrudniany był jednak głównie w drugiej połowie. W pierwszej, pogroził mu w zasadzie tylko szarżujący środkiem boiska Wojewoda ale uderzał bardzo niecelnie. Początek drugiej odsłony był najbardziej efektywny. Już w pierwszej akcji lewą flanką znów urwał się Nawrot, pognał aż do końcowej linii boiska, skąd ciut za wysoko dośrodkował do nadbiegającego Wojewody, który pewnie nieuchronnie skierowałby piłkę do siatki. Niezwykle groźnie było też po wrzutce Oliwy i główce Frączka z najbliższej odległości ale Wątroba spisał się rewelacyjnie. Później swoje szanse mieli jeszcze Barański i Płaza, który osamotniony na 6 metrze spudłował po dośrodkowaniu Rakoczego. Co ciekawe, okoliczności w których Cracovia zdobyła w samej końcówce gola, były niejako powtórką tych z 56 minuty. Wtedy także zawiodła czujność bloku defensywnego libiążan. Piłka posłana z połowy boiska z rzutu wolnego przez Podymę, omal nie wpadła do siatki przez nikogo nie tknięta.
W ostatnich minutach swoją jedyną w drugiej połowie aczkowiek meczową okazję zmarnowali miejscowi (wspomniana Podcinka Chechelskiego w 60 minucie) oraz padł gol, który załamał miejscowych terminem (ostatnia sekunda meczu) oraz okolicznościami (niegroźne z pozoru dośrodkowanie zamieniło się w strzał pogrążający miejscowych).
Bartłomiej Kosowski (trener Górnika): - Był to mecz walki, mecz bardzo trudny i zakończony w dramatycznych dla nas okolicznościach. Porażka poniesiona po golu zdobytym niemal równo z gwizdkiem kończącym mecz, naprawdę boli. Obie ekipy zostały na boisku masę zdrowia dlatego tym bardziej szkoda, że w tak kuriozalnych okolicznościach straciliśmy to co wypracowaliśmy przez cały mecz. Cracovia miała ze dwie groźne sytuacje w całym meczu a gola zdobyła w tej trzeciej, najmniej zwiastującej gola. Nie załamujemy się jednak. Nasza praca to nie tylko ten jeden wynik. Pracujemy z tymi chłopcami po to by byli gotowi na walkę z tymi znanymi markami w Polsce, by nie bać się nazwy klubu. Póki ci młodzi zawodnicy kształtują swój charakter, robimy wszystko by nie bali się mocniejszych od siebie na papierze. O co walczymy? Szczerze to o utrzymanie tego zespołu w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Piotr Pasternak (trener Cracovii): - Górnik postawił nam poprzeczkę dość wysoko. Ale byliśmy na to gotowi, o czym przestrzegałem swoich piłkarzy na przedmeczowej odprawie. Rywal był silny fizycznie, dobrze radził sobie na tym trudnym do gry boisku. Dziś pokazał jednak, że u siebie jest w stanie przeciwstawić się każdemu rywalowi i był o włos od urwania nam punktów. Nie wypracowaliśmy sobie w tym meczu zbyt dużej liczby bramkowych okazji ale poniekąd wynikało to z defensywnego stylu gry Górnika. Mimo to szukaliśmy podań prostopadłych otwierających drogę do bramki, ale było ich zdecydowanie za mało zwłaszcza w pierwszej połowie. Po przerwie było już nieco lepiej ale i tak często nasze akcje kończyły się gdzieś w okolicy szesnastki. Bardziej ruchliwi mogli być też nasi skrzydłowi, którzy powinni wymuszać podania z głębi pola. W efekcie tych klarownych sytuacji było raczej mało i gdyby nie ten strzał w ostatniej sekundzie meczu, nie byłoby zbyt wielu pozytywów w naszej grze.
Maciej Nawrot (Cracovia): - Owszem, jestem trochę zmęczony ale wiem że i tak mogłem dać z siebie w tym meczu nieco więcej. Dużo wysiłku kosztowała mnie zwłaszcza pierwsza połowa, w której o wiele więcej grałem. Ale dziękuję za opinię, że byłem najaktywniejszym obrońcą na boisku. Z kim dobrze mi się współpracowało? W sumie z każdym ale dziś widoczne były zwłaszcza te długie piłki posyłane ze środka pola. Bardzo lubię włączać się po skrzydle i takie piłki dostawać. Dzięki temu, wiele akcji mogę kończyć dośrodkowaniami. Ciesze się, że zostało to dostrzeżone. Czy Górnik był najgroźniejszym rywalem? Chyba tak ale uważam, że przede wszystkim my nie zagraliśmy tego co w poprzednich spotkaniach. Brakowało nam skuteczności. Wystarczy spojrzeć na moje okazje, były ze dwie, może trzy w których mogłem lepiej się zachować. Tak czy siak liczy się to że w końcowym rozrachunku, bardzo skromnie - ale wygraliśmy. Wydaje mi się że brakowało nam trochę dynamiki w ofensywie, ruchu poszeczgólnych zawodników. Podsumowując, trzy punkty zdobyliśmy dziś dość szczęśliwie ale to efekt walki o każdą piłkę do ostatniego gwizdka.