Małopolska Liga Trampkarzy (Kraków I), 30.10.2016
Tarnovia Tarnów - Cracovia Kraków 0:2 (0:2)
Janusik 8, Frączek 30
Sędziował: Jarosław Wroński (Tarnów)
Ilość kar czasowych: 0-2
Widzów: 50
Tarnovia: Marek - Padoł, Kaczyk, Wójcik, Łoś - Kuta, Kozdrój, Ptak, Kafel, Cygan - Kijowski oraz Duź, Stańczyk, Kiełbasa, Grzenia.
Cracovia: Sikora - Płaza, Barański, Podyma, Michura - Zdziarski, Wohlman, Frączek, Włoch, Wojewoda - Janusik oraz Wąsiewski, Bociek, Dziób, Nawrot, Czeniowski, Skocz, Strózik.
Pasy swoje zadanie wykonały. Do Tarnowa przyjechały jako faworyt, zdobyły przed przerwą dwie bramki, a po niej całkiem skutecznie kontrolowały swoją zaliczkę. Obyło się jednak bez finezji i szturmowych ataków.
Nieco lepiej w mecz weszli gospodarze. Już w pierwszych minutach spore zagrożenie pod bramką Sikory stworzyli Kuta i Kijowski, a w 14 minucie tarnowianie mieli dwie wymarzone okazje by pokonać przybyszy z Krakowa. W obu przypadkach znakomicie dogrywał z końcowej linii boiska Kijowski, w obu - adresatem był Kozdrój. Za pierwszym razem ten ostatni znakomicie obrócił się z piłką ale w doskonałej sytuacji skiksował, a przy kolejnej akcji, przekazał piłkę jeszcze lepiej ustawionemu Kucie ale ten choć miał już tylko przed sobą bramkarza, rozpoczął nieoczekiwanie drybling... zgubny drybling.
Tarnowianie mieli zatem groźne wejście w mecz ale ich problem polegał na tym, że w jego trakcie, stracilili gola. W 8 minucie po centrze Wojewody z rzutu rożnego, pojedynek główkowy w polu karnym wygrał Janusik i choć pozycja nie była klarowna, to Janusik wygiął się nienaturalnie i wpakował w pięknym stylu głową piłkę do siatki tuż przy słupku. Ten gol mocno pomógł Cracovii, która choć nie była w stanie przebić się pod samą bramkę Marka, to jej piłkarze lepiej grali bez piłki, dzięki czemu krakowianie zyskiwali pole gry oraz coraz dłuższe posiadanie piłki. Podopieczni Piotra Pasternaka, szczęścia próbowali zatem strzałami z dystansu ale ani próba Włocha w 12-tej ani Michury w 25-tej nie przyniosła kolejnych zdobyczy bramkowych. Wyjątkiem była okazja z 30 minuty, gdy Cracovii udało się rozegrać kombinacyjną akcję tuż przed polem karnym gospodarzy, a całość świetnym uderzeniem z 17 metrów niemal w samo okienko zwieńczył Frączek i zrobiło się 0:2.
Po przerwie, tendencja do długiego posiadania piłki przez gości wciąż się pogłębiała. Pasy klepały piłkę, tarnowianie zawiązywali szybko kończące się kontry i w efekcie w polu karnym obu ekip hulał głównie silny wiatr. Nieskuteczność kontrataków miejscowych w drugiej odsłonie to duża zasługa pracującego za dwóch na prawej flance Zdziarskiego oraz wzoru spokoju i zimnej krwi Barańskiego, który z kamienną twarzą wyprowadzał piłki manewrując pomiędzy czatującymi pod polem karnym zawodnikami Tarnovii. Niestety, zarówno Marek jak i Wąsiewski zachowali w drugiej odsłonie czyste rękawice, a jeden jedyny test przeszły na 3 minuty przed końcem te Marka gdy musiały łapać groźne uderzenie Włocha z rzutu wolnego z okolic narożnika pola karnego.
Mecz bez zagmatwanej histroii. Tarnovia groźna była w pierwszych minutach, potem Pasy zdobyły dwa gole, a po przerwie solidnie kontrolowały przebieg meczu. Minusem drugiej połowy był bez wątpienia brak emocji podbramkowych. Warto wspomnieć, że tuż po meczu cały zespół Cracovii skandował w kierunku rywali: "Tarnovia też, Tarnovia też... przyjacielem Cracovii jest"! Kibicowskie zgody obowiązują zatem także w rozgrywkach najmłodszych adeptów piłki nożnej :-)
Leonard Barański (obrońca Cracvovii): - Wydaje mi się że pozbieraliśmy się po porażce w Derbach Krakowa. Zagraliśmy niezły mecz zwłaszcza w pierwszej połowie. Ta druga niestety przypominała bardziej kopaninę. Popsuła się nieco orgnizacja naszej gry, Tarnovia próbowała to wykorzystać nacierając z kolejnymi akcjami. W efekcie w tej drugiej połowie graliśmy dość nerwowo. Mimo to w przekroju całego meczu można powiedzieć, że przebiegał on po naszej myśli i pod naszą kontrolą. Czy trener pozwala nam na holowanie piłki pod własnym polem karnym w asyście napastników rywala? No cóż, domyślam się że chodzi o moje dość ryzykowne wyprowadzanie piłki z własnego pola karnego. Ja jestem takim typem zawodnika, który lubi bawić się piłką. Naturalnie trener nie jest szczęśliwy z tego powodu. Preferujemy styl tzw. "Tiki Taka Pasternaka" - czyli szybkie rozgrywanie piłki, najlepiej na jeden kontakt. Zgadzam się z Panem, że mój styl gry świadczy o dużej pewności siebie ale gwarantuję Panu, że pojawia się ona wtedy, gdy zawodnik bardzo dobrze czuje się w swoim zespole. Tak właśnie jest i w moim przypadku. Mamy świetny, wspierający się nawzajem zespół ludzi więc i ta pewność siebie jest na wysokim poziomie. Jeśli zaś chodzi o moją obecność w polu karnym rywali na stałe fragmenty gry to oczywiście wynika to po pierwsze z zaleceń trenera, a po drugie z moich warunków fizycznych. Dziś co prawda nie udało się nic ustrzelić ale na treningach bywam o wiele skuteczniejszy przy stałych fragmentach gry.
Gabriel Janusik (napastnik Cracovii): - A, dziękuję. Mi także zdobyty przeze mnie gol się podobał. Można by rzec, że był to gol wyższych lotów. Ale już tak całkiem na poważnie, ten gol przede wszystkim otworzył wynik meczu i pomógł drużynie dobrze wejść w mecz, mecz bardzo ważny bo chcąc zachować fotel lidera, wobec wczorajszej wygranej Sandecji, musieliśmy tu w Tarnowie wygrać. A nie było o to łatwo, bo warunki tu panujące nie ułatwiały gry w piłkę. Grząskie boisko powodowało, że zanim rozegrało się piłkę, trzeba było przejść test koordynacji ruchowej. Ciężko było utrzymać równowagę i często notowaliśmy wywrotki na murawie. Tym bardziej ważny był szybko zdobyty gol, który ułatwił nam wywalczenie trzech punktów. Co do braku okazji strzeleckich po przerwie to wydaje mi się, że to efekt braku otwierających drogę do bramki podań, być może też braku kreatywności. Tarnovia momentami była groźna i nawet całym zespołem przedostawała się na naszą połowę. Nie były to łatwe chwile. Pamiętajmy też o tym, że trener w drugiej połowie zrobił wiele zmian chcąc aby jak najwięcej zawodników zagrało, to pewnie też miało jakiś wpływ na naszą postawę. Najważniejsze, że przetrwaliśmy, dowieźliśmy trzy punkty do końca, a nawet kilka razy postraszyliśmy rywala. Mnie faktycznie mało było w drugiej połowie na boisku, bo pojawiłem się dopiero na ostatnie pięć minut ale cieszę się, że wszyscy mogli pograć, wszyscy zostawili zdrowie na boisku i osiągnęliśmy cel po który tu przyjechaliśmy.