Pasy niezbyt okazale rozpoczęły inauguracyjny mecz rundy wiosennej z Orłem Myślenice. Podopieczni Piotra Pasternaka od początku dyktowali warunki gry ale tylko dopóki piłka nie docierała pod pole karne. Tam krakowianie nie byli w stanie zdziałać za wiele. Ich liczne akcje kończyły się co najwyżej groźnymi dośrodkowaniami. Z tych najgroźniejszych wymienić można choćby to z 7 minuty gdy do dorzuconej z lewej strony boiska piłki tuż przed bramką Barana nie dopadł ani Michura, ani Barański. Były też dwie naprawdę dogodne okazje strzeleckie ale to wszysytko były tylko incydenty pod bramką rywala. Przyznać jednak należy, że Włoch w 11 minucie czy zwłaszcza Zdziarski w 13 minucie powinni wpisać się na listę strzelców. Na dłużej zapewne zapamięta swoją okazję zwłaszcze ten drugi, bo dobijał z najbliższej odległości piłkę po kąśliwym strzale Strózika z 20 metrów.
Orłowcy dość szczelnie zwierali szyki w formacji obronnej i wyprowadzili dosłownie jedną kontrę, która zrodziła się z kiepskiego rozegrania szybkiej akcji Pasów. Goście przejęli bezpańską piłkę w środkowej strefie boiska i Matejczyk znakomicie uruchomnił prostopadłą piłką Druzgałę, a ten spokojnie i precyzyjnie przymierzył z 16 metrów tuż obok słupka.
Po przerwie wiele się jednak pozmieniało. Świetną partię rozegrał wprowadzony dopiero po przerwie Janusik, któy swoim hattrickiem tak na dobrą sprawę rozbił ekipę Orła. Swoje - jakże istotne trzy grosze dołożył też Podyma, który dwukrotnie popisał się soczystymi tąpnięciami z rzutów wolnych i on także bacznie przyczynił się do odwrócenia losów pojedynku.
Myśleniczanie, którzy na dobrą sprawę drugą odsłonę rozpoczęli od okazji strzeleckiej, mogli powoli nastawiać się na walkę o sprawienie niespodzianki. Swoją szansę na gole zaprzepaścił Depta. Później jednak cały dorobek pierwszej połowy, wymknął się Orłowcom z rąk i błyskawicznie odszedł w głęboką niepamięć.
Okazało się, że do przywrócenia ikry w grze miejscowych, potrzebny im był gol. Sprawił on, że "Cracoviacy" jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczęli grać niemal jak z nut. Niemal każda kolejna okazja wieńczona była golem i tak naprawdę kluczowe dla losów spotkania była dwa pierwsze. Bolesny dla gości był zwłaszcza ten na 1:1. Padł bowiem po rzucie wolnym pośrednim, podyktowanym za okrzyk "wooh!" jednego z obrońców Orła. Arbiter uznał to za próbę zmylenia/przestraszenia przeciwnika i podyktował stały fragment gry. Podyma huknął po zagraniu kolegi i zdobył prawdopodobnie pierwszego w swoim życiu gola po rzucie wolnym, podyktowanym za głośny okrzyk rywala. A potem oglądaliśmy już w zasadzie tylko teatr jednego aktora. W zależności od spojrzenia był nim albo cały zespół Cracovii, lub jak kto woli Janusik który wysoką skutecznością pozbawił rywala słusznie przed przerwą powstałych złudzeń. Zanim jednak dżoker Pasów wkroczył do akcji, prowadzenie krakowianom dał Bociek, który skutecznie dobijał piłkę w zamieszaniu podbramkowym. Na 3:1 podwyższył wspomniany Janusik, który po wykwintnej wrzutce Wojewody, szczupakiem pokonał Barana po raz pierwszy. Kilkadziesiąt sekund później na 4:1 podwyższył znów atomowym uderzeniem Podyma, a ostatnie dwa gole to zadane w odstępie 100 sekund ciosy Janusika. Najpierw sam wywalczył sobie ambitnie piłkę (i to pod polem karnym Orłowców) i trafił do siatki, a chwilę później skorzystał z precyzyjnej wrzutki Podymy.
Pasy postraszyły nieco swoich kibiców bo po pierwszej, mizernej ogólnie połowie dość niespodziewanie, krakowianie przegrywali. Ci jednak zmobilizowali się solidnie w przerwie i co niezwykle trudne - potrafili zmienić styl gry, prędkość rozgrywania akcji i tak naprawdę, dzięki charakterowi całego zespołu, udało im się osiągnąć cel.

Gabriel Janusik (pomocnik Cracovii): - Szczerze, nie usłyszałem tego sformułowania trenera: "Gość wszedł na boisko i zrobił robotę" ale bardzo miło mi to słyszeć teraz, po meczu. Przyznaję, że niezwykle ważne było dla mnie wejście na murawę w drugiej połowie bo wiedziałem, że jest co odrabiać i miałem nadzieję, że uda mi się zrobić na boisku to co do mnie należy. Udało się to głównie dzięki temu, że mamy naprawdę świetną ekipę. I to nie mówię tylko o tych osiemnastu chłopakach powołanych na mecz ale o całej, dwudziesto-czteroosobowej kadrze. Wszyscy naprawdę bardzo ciężko trenowaliśmy zimą, zwłaszcza na obozie w Zakopanem i myślę, że szczególnie w drugiej połowie było widać efekty tej morderczej pracy. Co do pierwszej odsłony to oczywiście trudno nie zgodzić się z opinią, że nie układała się po naszej myśli. Mieliśmy przewagę ale nie udało się jej przekuć na bramkowe efekty. Co gorsza, w końcówce straciliśmy bardzo niefortunną bramkę bo tak naprawdę padła po małym błędzie przy wyprowadzaniu bardzo groźnej kontry przez nasz zespół. No ale gol padł i trzeba było temu zaradzić. Na szczęście udało się po przerwie wszystko nadrobić i tym bardziej szczęśliwy jestem, że przy moim udziale. Wracając jeszcze do przygotowań, to wraz z Piotrem Pasternakiem cały zespół pracował w pierwszej kolejności nad siłą, budowaniem masy oraz kondycji. Później był czas na nieco lżejsze treningi z piłką, praca nad techniką. Mam nadzieję, że efekty tych przygotowań widzieć będziemy także w kolejnych meczach.

Adrian Podyma (obrońca Cracovii): - Pokazaliśmy charakter i siłę całego zespołu - tak w skrócie oceniłbym ten pojedynek. Musieliśmy wykazać się charakterem bo po pierwszej połowie dość niefortunnie przegrywaliśmy 0:1 i był to rezultat który mocno nas zmotywował do jeszcze solidniejszej pracy po zmianie stron. Siła strzału - czy precyzja? Myślę, że przede wszystkim siła strzału decyduje o tym, że trener wyznacza mnie do uderzeń na bramkę z rzutów wolnych. Dużo pracuję nad tym na treningach, ćwiczyłem w okresie przygotowawczym i ciesze się że i w meczu wyszło. A co jeszcze fajniejsze, wyszło nawet dwukrotnie. Najważniejsze jednak że cel został osiągnięty i na pewno musimy mieć świadomość tego, że słabsza pierwsza połowa z mocniejszym rywalem, może okazać się dla nas bardzo bolesna. Musimy pracować nad tym, aby takie chwile słabości nam się już nie przytrafiały. Czy Orzeł nas czymś zaskoczył? Chyba nie, jedynym zaskoczeniem był gol dla Orła który padł w pechowych trochę okolicznościach. Tego na pewno się nie spodziewaliśmy. Taktyka i postawa zespołu gości jednak nas nie zaskoczyła.
Małopolska Liga Trampkarzy, 25.03.2017
Cracovia Kraków - Orzeł Myślenice 6:1 (0:1)
Podyma 45, 54, Bociek 47, Janusik 52, 72, 73 - Druzgała 35
Sędziował: Mateusz Pytel (Kraków)
Cracovia: Wąsiewski - Płaza, Michura, Barański, Podyma - Zdziarski, Wohlman, Strózik, Włoch, Wojewoda - Bociek oraz Sikora, Nawrot, Frączek, Janusik, Pandyma, Dziób, Czerniawski.
Orzeł: Baran - Ostrowski, Syrek, Moskal, Majka - Depta, Wójtowicz, Surówka, Mirochna, Druzgała - Matejczyk oraz Galas, Białoń, Gościniak, Trybulec, Opryszek, Jamrozik.
FUTMAL MVP: Gabriel Janusik (Cracovia)