
Szybki doskok, odbiór i rozegranie. To prosta maksyma w futbolu ale jakże trudna do realizowania przez dłuższy okres w meczu. Sztuka ta udawała się w tym pojedynku przede wszystkim wieliczanom. Podopieczni Piotra Pasternaka, od pierwszej minuty rozgrywanego już o godzinie dziewiątej rano (!) meczu - solidnie pracowali na każdy odbiór piłki i byli przede wszystkim szybsi od rywala we wszelkich manewrach na boisku. Przyniosło to gościom dużo okazji strzeleckich, co z kolei wobec niezłej skuteczności - dało także okazałe prowadzenie już do przerwy. Tak naprawdę na pierwszego gola doczekać mogliśmy się już w 4 minucie ale Józefek ostemplował poprzeczkę po wrzutce Piątka z lewej strony boiska. Podobny "problem" miał Rutkiewicz w 15 minucie gdy główkował w poprzeczkę po dośrodkowaniu Przybyłko z wolnego. Świetne okazje mieli też choćby Piątek po solowej akcji czy Rembecki, który trafił w słupek z najbliższej odległości. Ale co najważniejsze, padały też bramki. W 17 minucie po kolejnym doskonałym podaniu Piątka z głębi pola, na czystą pozycję wybiegł Józefek i w pełni wykorzystał niezbyt pewne wyjście M.Bieleckiego z bramki. Dziubnął piłkę obok wybiegającego golkipera i było 0:1. Osiem minut potem goście mogli już powoli szykować plan na drugą połowę meczu bo po wrzutce Przybyłko z kornera i znów nie do końca zdecydowanej postawie obrony Prądniczanki, Sz.Kubik subtelnym lobem umieścił z niewielkiej odległości piłkę w okolicach okienka bramki krakowian. Na kolejnego gola także nie trzeba było długo czekać. W 31 minucie po wrzutce Piątka z rzutu wolnego, Garus trafił piłką w słupek swojej bramki! Ale była to tylko zapowiedź kolejnej bramkowej akcji przyjezdnych. Po dośrodkowaniu Przybyłka z kornera (korner po niefortunnej interwencji Garusa) w sporym zamieszaniu w polu karnym najlepiej odnalazł się Czyżowski i wpakował piłkę do siatki.
W drugiej połowie tak wielu okazji bramkowych już nie obejrzeliśmy. Ożywili się nieco krakowianie, których po przerwie i sporych rotacjach kadrowych w obu ekipach, byli w stanie wysłać kilka ostrzeżeń dla defensywy Górnika. Najgroźniejszy okazywał się Błoński, który w 58 minucie strzelał już do pustej bramki ale ofiarna interwencja Zajadlika zapobiegła utracie gola, a trzy minuty potem po dośrodkowaniu Zakrzewskiego, zmusił Świerczyńskiego do maksymalnego wysiłku. Ale prawdziwym objawieniem drugiej odsłony był tak naprawdę pomocnik Górnika - Rutkiewicz. To on był motorem napędowym wieliczan po zmianie stron i to on przeprowadził w dziesięć minut trzy groźne solowe rajdy, oddał jeden groźny strzał oraz zaliczył asystę przy golu Piątka w 55 minucie. Górnicy nadziali się na kilka kontrataków ale w szerszej perspektywie nadal kontrolowali przebieg meczu.
Dzielnie walczyli też gospodarze, którzy mimo widocznej różnicy w pewności siebie i siły rażenia, wytrwale próbowali grać piłką, wyprowadzać akcje i unikać posyłania długich podań. Górnicy udanie zaprezentowali się po długiej zimowej przerwie i zapewne będą znaczącą siłą w rywalizacji o awans do Małopolskiej Ligi Juniorów. Wieliczanie mają niezwykle wyrównany skład, konkretną wizję futbolu oraz przede wszystkim niesłychany kolektyw.

Andrzej Rutkiewicz (pomocnik Górnika): - Generalnie mecz potoczył się po naszej myśli, bo dość czybko strzeliliśmy trzy gole. Ale nie było to wbrew pozorom łatwe spotkanie bo największym przeciwnikiem była bez wątpienia grząska murawa. Trudno było wystartować do piłki, nabrać szybkości noi szybko traciliśmy dużo sił. To najwyraźniej odbiło się na drugiej połowie, w której nie dość że byliśmy mniej groźni, to jeszcze rywal wyprowadził dwie, trzy akcje które mogły jeszcze trochę w tym meczu namieszać. Grunt, że udało się pewnie wygrać bo i z takim planem przyjechaliśmy na to spotkanie. Natomiast jeśli chodzi o moją większą aktywność na początku drugiej odsłony to muszę przyznać, że słusznie pan to zauważył. Wynikało to chyba z tego, że po dziesiątkach jednostek treningowych i sparingowych na sztucznej murawie, po prostu złapałem właściwy rytm meczu dopiero po przerwie, przestawiłem się wreszcie na grę na naturalnym boisku. Zyskałęm trochę pewności siebie i kilka akcji po prostu poszło po mojej myśli. Nie zmienia to jednak faktu, że ta grząska murawa wyciągnęła z nas ogromne pokłady sił.

Konrad Czyżowski (obrońca Górnika): - Odnieśliśmy wysokie zwycięstwo na inaugurację wiosny i to najważniejsze. Trudno być jednak w pełni zadowolonym z tego meczu bo marnowaliśmy w nim tyle sytuacji, że w głowie się to nie mieści. Istotne jest jednak to, że długie przygotowania do startu rozgrywek przyniosły skutek. Mimo słabej skuteczności, wygraliśmy w miarę wysoko i oby to była tylko zapowiedź rosnącej dyspozycji całego zespołu. Na pewno troszeczkę brakowało nam sił po przerwie. Wysokie tempo gry od początku meczu, trochę dało nam się we znaki. Dobrze, że mieliśmy już zaliczkę z pierwszej połowy i mimo kilku groźnych akcji przeciwnika, wynik mieliśmy zabezpieczony. Inauguracja za nami, inauguracja dość nietypowa bo raz, że graliśmy na ciężkim i grząskim boisku, a dwa to dziwna pora meczu. Na mecz o godzinie dziewiątej rano trzeba było wstać już o szóstej, co też nienajlepiej wpływa na organizm szykowany do meczu mistrzowskiego.
I liga juniorów (Kraków - mistrzowska), 25.03.2017
Prądniczanka Kraków - Górnik Wieliczka 0:4 (0:3)
Józefek 17, Sz.Kubik 26, Czyżowski 35, Piątek 55
Sędziował: Radosław Brózda (Kraków)
Żółte kartki: Libura
Prądniczanka: M.Mielecki - Garus, Zabawa (46 Klimek), Palmowski, Gaweł - Janicki, F.Mielecki, Pępkowski (46 Zakrzewski), Libura (46 Madej), Grabowski (46 Dziuk, 64 Mokry) - Błoński.
Górnik: Świerczyński (65 Róg) - Zajadlik (65 Morawski), Czyżowski, Józefek (57 Kapusta) - Miękina (65 Książek), Sz.Kubik, Kurzawiński, Piątek (59 M.Kubik), Przybyłek (46 Frydecki), Rutkiewicz - Rembecki (57 Manaseryan).
FUTMAL MVP: Marcin Piątek (Górnik)