Aktualności

1LJ: Prokocim wciąż nietknięty

2017-04-25

 

Oba zespoły bezdyskusyjnie wygrały swoje grupy w rundzie jesiennej i do udziału w mistrzowskiej przystępowały w roli faworytów do pierwszego miejsca. Dlatego bezpośrednia potyczka (pierwsza z dwóch na wiosnę) obu ekip zapowiadała się niesłychanie emocjonująco. 

Widowisko rozkręcało się jednak dość długo. Pierwszy zaatakował Prokocim, który kilkakrotnie prostopadłymi podaniami prawą stroną boiska stworzył zagrożenie pod bramką Świerczyńskiego. Najgroźniejszą z nich bez wątpienia była ta w 12 minucie kiedy Kruszec urwał się obrońcom prawą flanką i choć oblężony przez dwóch defensorów, w zasadzie tylko pozornie atakowany wpadł w pole karne i gdy wszystko wskazywało na to, że z niewielkiej odległości podejmie próbę pokonania Świerczyńskiego, postanowił poszukać wbiegającego w pole karne Aksamita. Efekt niezwykle groźnej akcji pozostawił w ekipie gości tylko ogromny niedosyt, a na ławce trenerskiej Górnika sporo niezadowolenia. Już w 18 minucie Piotr Pasternak postanowił wzmocnić nieco opór na prawej flance Prokocimia i desygnował do gry Książka w miejsce Miękiny. Ataki Prokocimia nieco ustały ale to także efekt solidniejszej gry miejscowych w ofensywie. Tam także w końcu zaczęło się coś dziać. Efektowne było choćby górne podanie Rutkiewicza z głębi pola, które jeszcze efektowniejszym wolejem na gola próbował zamienić Rembecki ale uderzył zbyt słabo by napsuć krwi Czajce. Swoją szansę zwęszył też Piątek, który najpierw dorzucił piłkę z kornera, a następnie dopadł jej raz jeszcze po niezbyt udanym wybiciu rywala z własnej szesnastki i huknął z 20 metrów sprawiając nie lada kłopot golkiperowi gości. Czajce zresztą poziom adrenaliny podniósł w 28 minucie także Kurzawiński, po strzale którego piłka odbiła się rykoszetem od obrońcy i omal nie wpadła do sieci. Wszystkie te akcje (poza tą Rutkiewicz - Rembecki) kreowały się głównie po błędach rywala. Na pierwszą, taką solidną piłkarską akcję czekać musieliśmy aż do 35 minuty. Wtedy to właśnie Józefek sklecił z Piątkiem koronkową akcję na jeden kontakt (przebrnęli tak wymieniając podania przeszło 40 metrów) zakończoną minimalnie chybionym strzałem tego drugiego. 

 

Pierwsze 35 minut meczu nie zachwycało choć dało kibicom trzy warte uwagi akcje. Okazało się jednak, że była to przysłowiowa ale i dosłowna "cisza przed burzą". To, co z wielicką ekipą piłkarze Prokocimia zrobili w ostatnie pięć minut pierwszej połowy, na długo pozostanie w pamięci gospodarzy. Podopieczni Roberta Oczkosia zaaplikowali miejscowym trzy gole w pięć minut i rozstrzygnęli w zasadzie losy hitu pierwszej rundy grupy mistrzowskiej. Prawdopodobnie dlatego, że Prokocim rozpętał burzę nie tylko na murawie ale i nad stadionem Górnika. W przerwie nad obiektem KSG rozpętała się burza, która jak się później okazało nie pozwoliła na dokończenie zawodów w pierwotnym terminie.

 

Obie jedenastki stawiły się na drugą odsłonę i zdołały nawet rozegrać dwie minuty ale kilka potężnych piorunów "lądujących" tuż obok murawy zmusiło uczestników meczu do powrotu do szatni. Sędziowie podjęli próbę dokończenia meczu po około kwadransie ale burza znów powróciła i po konsultacji z trenerami uznano, że pozostałe 43 minuty meczu rozegrane zostaną w innym terminie. 

 

Czy Górnik zdoła jeszcze podnieść się po trzech knockdownach? Czy jest w stanie wykaraskać się z tak ogromnych kłopotów? Czy Prokocim pozwoli sobie odebrać zwycięstwo? Odpowiedź poznaliśmy niemal trzy tygodnie później, gdy doszło do dokończenia tego widowiska. W zespole Roberta Oczkosia dobrze w pierwszej połowie funkcjonowały skrzydła. Ruchliwy i filigranowy na prawej stronie Tomczuk sporo namieszał w szeregach Górnika zwłaszcza na początku meczu. Dysponujący nietuzinkową techniką i wysokimi umiejętnościami piłkarskimi Łabuński po lewej stronie także kilkakrotnie pokazał plecy swoim rywalom. Górnicy jak to zwykle bywa, więcej do powiedzenia mieli w środku pola i stamtąd też rodziło się zagrożenie dla bramki Prokocimia. Miejscowi dali się jednak kilka razy zaskoczyć zwłaszcza w obronie i choć chyba nikt nie spodziewał się gradu goli to fakt, że Prokocim ukłuł rywala nie było w przekroju całej pierwszej połowy wielką niespodzianką.

Niemal trzytygodniowe przygotowania do sfinalizowania tego pojedynku dały wiele do myślenia zwłaszcza wieliczanom. Podopieczni Piotra Pasternaka mieli jasno nakreślony plan, zdobyć jak najszybciej pierwszego gola i podjąć jeszcze walkę o uratowanie choćby punktu. Prokocim do brakujących 43 minut przystępował jednak w komfortowej sytuacji i to nie tylko z powodu wysokiego prowadzenia ale i mocnych argumentów piłkarskich, którymi zdołał wywalczyć tak okazałą zaliczkę. 

Odrabianie strat, miejscowi rozpoczęli jednak najgorzej jak się da. Już w zasadzie pierwsza groźna akcja krakowian przyniosła im czwartego gola i mało komu taki start nie podciąłby skrzydeł. Świetną prostopadłą piłkę z głębi pola posłał Aksamit, Kruszec umiejętnie wskoczył przed asystującego mu obrońcę i w sytuacji sam na sam ze Świerczyńskim nie pomylił się. Wieliczanie potrzebowali jeszcze kilku minut, by otrząsnąć się po tym ciosie bo krakowianie nie dość, że nie zostali zepchnięci do defensywy, to przez pewien okres nawet dyktowali warunki gry. Wzorem pierwszej połowy, znów ostoją spokoju i wzorem przemyślanych zagrań okazywał się na lewej stronie Łabuński, zdecydowanie najbardziej wartościowy gracz na murawie w przekroju całego spotkania. 

Górnicy jednak, którzy w tym momencie nie mieli już dosłownie nic do stracenia, w końcu złapali właściwy rytm i choć głównie z kontrataków, to wypracowali kilka wybornych okazji, które tak naprawdę mogły jeszcze namieszać w tym pojedynku. Ogromna presja i wyniku i czasu prawdopodobnie jednak utrudniała wykańczanie nadarzających się szans. Pierwszą z nich zaprzepaścił Rutkiewicz, który czujnie wykorzystał błąd obrońcy i miał przed sobą już tylko Czajkę ale jego lob z 15 metrów okazał się minimalnie za wysoki. Kilka chwil później znakomitą piłkę ze środka pola posłał Kurzawiński. Dzięki temu oko w oko z Czajką stanął tym razem Rembecki ale golkiper Prokocimia przytomnie sparował piłkę na kornera. Niezwykle groźnie było i po wykonaniu tego stałego fragmentu gry. Przybyłek dorzucił piłkę wprost na głowę Rutkiewicza ale piłka po rykoszecie nieco zwolniła i Czajka zdążył z interwencją dosłownie na linii bramkowej. Wieliczanie nacierali z coraz większym impetem ale i coraz większą gorycz powodowało marnowanie kolejnych okazji. W 67 minucie po następnym świetnym podaniu Kurzawińskiego, tym razem pojedynek z Czajką przegrał Frydecki. Potem jeszcze sam Kurzawiński główkował dosłownie z 5 metrów (znów Czajka błysnął refleksem), a Przybyłek po zagraniu Frydeckiego nie trafił w piłkę na 7 metrze! Ostatnią nadzieją na choćby jednego gola była wrzutka Rutkiewicza z rzutu wolnego w 90+1 minucie po której skiksował z najbliższej odległości Frydecki.

Prokocim został nowym, samodzielnym liderem I ligi, z kompletem punktów i bez straconego gola! I choć duża w tym zasługa słabszej dyspozycji strzeleckiej wieliczan oraz czujności Czajki - to zwycięstwo "do zera" i to na boisku Górnika Wieliczka daje podstawy by uznać krakowian za faworyta numer jeden w tej grupie na dzień dzisiejszy. Przed nami jednak jeszcze sporo meczów do rozgerania, w tym rewanż na Prokocimiu - więc walka o triumf w grupie mistrzowskiej zapowiada się niesłychanie emocjonująco. Wygląda na to, że będziemy świadkami korespondencyjnej rywalizacji obu ekip. 

 

I liga juniorów (Kraków - mistrzowska), 05.04.2017 oraz 25.04.2017

 

Górnik Wieliczka - Prokocim Kraków 0:4 (0:3)

 

Aksamit 41, Łabuński 43, Kruszec 45, Kruszec 50

 

Sędziował: Paweł Sikora (Kraków)

 

Żółte kartki: Kurzawiński - Sasal

 

Widzów: 50

 

Górnik: Świerczyński - Miękina (18 Książek), Czyżowski, Zajadlik (74 Morawski), Józefek (46 Frydecki) - Kubik, Piątek (46 Przybyłek), Kurzawiński, Ptak, Rutkiewicz - Rembecki.

 

Prokocim: Czajka - Filarski, Skałka, Haxijaj, Sasak -Łabuński, Nowak (89 Kopycki), Marciniec, Aksamit, Tomczuk (89 Bil) - Kruszec (90 Cebula).


FUTMAL MVP: Amadeusz Łabuński (Prokocim)


Daniel Ptak (pomocnik Górnika): - Wiem, że zadanie nie było łatwe, a jeszcze utrudniliśmy go sobie na początku drugiej połowy tracąc czwartego gola. Później jednak ocknęliśmy się i wypracowaliśmy myślę, że co najmniej pięć znakomitych okazji i pewnie przy dużo lepszej skuteczności, być może udałoby się odrobić straty. No ale cóż, Prokocim to solidny zespół, wypracował sobie dużą zaliczkę i udało mu się ją obronić. Mimo tak wysokiej porażki na własnym boisku jestem przekonany, że jesteśmy w stanie odwdzięczyć się rywalowi tym samym i w rundzie rewanżowej wygrać na jego boisku. Do końca sezonu jest jeszcze sporo spotkań, wierzę mocno w to, że uda się te punkty gdzieś nadrobić, a w rundzie rewanżowej ograć Prokocim z końcowym rozrachunku.

Kamil Rembecki (napastnik Górnika): Czy moim zdaniem poradziliśmy sobie z presją czasu i wyniku w dniu dzisiejszym? Pewnie wynik o tym nie świadczy ale uważam, że z gry widać było że poniekąd sobie poradziliśmy. Mimo słabszego początku drugiej połowy, uważam że po około 20 minutach gry mieliśmy tyle sytuacji i tak klarownych, że można było nawet i doprowadzić do remisu. No cóż, jedyne czego nam dziś zabrakło to wykończenia wypracowanych okazji strzeleckich. To bez wątpienia wywołuje w nas złość ale no taki już jest futbol, takie mecze też czasami muszą się przytrafić. Pudłowaliśmy w najdogoniejszych sytuacjach, nawet mając przed sobą niemal pustą bramkę. Ja jestem pewien siły swojego zespołu i wiem, że uda się jeszcze nadrobić stratę i pokonać Prokocim na zakończenie sezonu. Podnosimy głowy do góry i walczymy dalej. Powtórzę raz jeszcze - ja osobiście nie czuję, abyśmy byli od Prokocimia słabsi. Długo przygotowywaliśmy się na tą drugą połowę, ćwiczyliśmy dużo grę z trójką obrońców i tak naprawdę stworzyliśmy sobie warunki do tego by rywala pokonać. Zabrakło jednak kropki nad i w co najmniej ośmiu sytuacjach strzeleckich

Źródło: Piotr Kwiecień


Komentarze

0 komentarzy


Dodaj swój komentarz

*
*