Aktualności

1LJM: Prokocim - moc z charakterem!

2017-05-31

Nie lada wyczynu dokonali podopieczni Roberta Oczkosia! Walczący już jedynie o prestiż piłkarze Prokocimia Kraków odebrali Górnikowi drugie życie, znacznie zmniejszyli mu drugą szansę na mistrzostwo I ligi, którą dał Tramwaj - nieoczekiwanie tracąc punkty z AP 21 Kraków. Prokocim urwał punkty wieliczanom mimo, że po godzinie gry przegrywał 1:4, a gola dającego remis i to w kuriozalnych okolicznościach zdobył w ostatniej akcji doliczonego czasu gry!

 

Remis wcale jednak nie krzywdzi żadnej ze stron. Górnicy może niezbyt efektownie, ale efektywnie walczyli do 45 minuty kiedy to zdobyli gola na 1:4. Potem jednak drużyna gości najwyraźniej poczuła już trzy punkty w kieszeni i choć to rzadko spotykane to z wyniku 1:4 udało się jeszcze stworzyć dramatyczny pojedynek. 

 

A zaczęło się całkiem niewinnie. Górnik bardzo szybko bo już w 6 minucie objął prowadzenie po wrzutce Sikory z kornera i celnej główce Książka, który kompletnie niepilnowany przymierzył spokojnie tam, gdzie zamierzał. Ale błędy w defensywie popełniali i przyjezdni. W 9 minucie mały kiks Ptaka zrodził spore kłopoty dla Hebdy. Ptak co prawda ofiarnie powstrzymał szarżującego w kierunku bramki Kopyckiego ale wydaje się że nie do końca w zgodzie z przepisami. Arbiter jednak nie dopatrzył się faulu. W 13 minucie los nie oszczędził już podopiecznych Piotra Pasternaka. Po dośrodkowaniu Cebuli z kornera, piłka dobrych kilka sekund tańczyła bezkarnie po polu karnym i w końcu padła łupem Nowaka który doprowadził do wyrównania. 

 

Po emocjonującym pierwszym kwadransie, kolejne 15 minut raczej nużyło kibiców. Niemniej coraz więcej z gry mieli Górnicy i w 30 minucie zaczęli zbierać plony. Najpierw co prawda po znakomitym podaniu Sikory, Głowacki trochę nieszczęśliwie nie zamienił pojedynku oko w oko z Beredą na gola. Ale w kolejnej akcji defensywa krakowian kompletnie przysnęła i doczekaliśmy się gola na 1:2. Ładnie nad murem z rzutu wolnego przymierzył Sikora. Bereda sparował futbolówkę książkowo - do boku. Tam jednak czyhał Manseryan i jego dośrodkowanie na gola zamienił niepilnowany Głowacki. Gdy kilka chwil później, niefortunnie ręką w polu karnym zagrał Bil, a Głowacki z karnego podwyższył na 1:3, zanosiło się na stosunkowo łatwe zwycięstwo gości. 

 

Potwierdzeniem tej tezy wydawał się także początek drugiej odsłony. Niemal od razu po wznowieniu gry, szarżował wprowadzony w przerwie Rembecki. Bereda spóźnił się z interwencją i ściął napastnika we własnym polu karnym ale arbiter dopatrzył się przewinienia jednak przed szesnastką, a podyktowany rzut wolny nie przyniósł oczekiwanego dla przyjezdnych skutku. Problem pozornie rozwiązał się chwilę potem, gdy Manaseryan znakomicie urwał się rywalom po lewej stronie boiska i zdołał jeszcze idealnie dośrodkować wzdłuż bramki. Akcję zamknął M.Kubik i zanosiło się na pogrom w Parku Jerzmanowskich. 

 

Górnicy jednak powoli oddawali pole przeciwnikom, a ekipa Prokocimia pokazała prawdziwy charakter i wolę walki. Bardzo mocnym impulsem dla miejscowych okazał się rzut karny w 60 minucie podyktowany za zagranie ręką obrońcy. Gol na 2:4 dodał skrzydeł miejscowym i tak oto rozpoczęły się kłopoty Górnika. Zespół Piotra Pasternaka sam je jednak sobie prokurował. W 62 minucie Świerczyński zaskoczony agresywnym presingiem przez Krzeczka, trafił piłką w napastnika i omal nie padł kuriozalny gol kontaktowy. W 70 minucie Tomczuk próbował swoich sił z rzutu wolnego. I choć nastała 79 minuta i mało kto wierzył, że w kilkaset sekund można odrobić dwubramkowe straty - to Prokocim pokazał moc z charakterem! W 79 minucie po dośrodkowaniu Nowaka niemal z połowy boiska, źle pilnowany Tomczuk wcisnął futbolówkę do siatki zmniejszając prowadzenie rywala do 4:3 ale prawdziwy dramat gości, którzy na stratę punktów do końca sezonu już pozwolić sobie nie mogli - rozegrał się w ostatniej akcji doliczonego czasu gry. Piłkę spod bocznej linii boiska wysokim lobem dośrodkował Bil, Świerczyński niby ją złapał ale jednak nie na tyle pewnie by utrzymać ją w dłoniach. Uczynił to ostatecznie na raty ale wygarniając piłkę zza linii bramkowej! Z tak kuriozalnymi okolicznościami utraty dwóch punktów, które być może zaważą na fiasku walki Górnika o awans do MLJM, nie mógł pogodzić się Kurzawiński, który kilka sekund potem wyleciał z boiska za drugą żółtą kartkę.

 

Siłą Górnika w tym pojedynku był zespół. Wszystko (mimo błędów w defensywie) funkcjonowało w nim względnie poprawnie do 60 minuty, gdy wysokie prowadzenie 4:1 zostało zachwiane przez rzut karny dla miejscowych. Od tego momentu, siłę i charakter całego zespołu zaprezentował Prokocim. Wcześniej jednak, krakowianie musieli liczyć głównie na kapitana Aksamita oraz prawoskrzydłowego Tomczuka. To dwaj gracze, którzy trzymali zespół w ryzach z tym, że ten przez pierwszą godzinę meczu nie do końca był w stanie podołać wyzwaniu. I choć ilość straconych goli może nieco mydlić obraz wyboru FUTMAL MVP to zdaniem reportera Futbol-Małopolska na to miano zapracował w tym pojedynku środkowy obrońca, Rafał Aksamit. Przez cały pojedynek był jedynym niezawodnym punktem defensywy Prokocimia, a przy tym solidnym wsparciem mentalnym i merytorycznym. Można zaryzykować stwierdzenie, że Aksamit to piłkarz, który pomógł swojej drużynie wydobyć z siebie wiarę we własne siły i możliwość odrobienia wysokich strat w tym spotkaniu.
 

I liga juniorów młodszych (Kraków-mistrzowska), 31.05.2017

 

Prokocim Kraków - Górnik Wieliczka 4:4 (1:3)

 

Nowak 13, Cebula 60 (k), Tomczuk 79, Bil 80+3 - Książek 6, Głowacki 34, 37 (k), M.Kubik 45

 

Sędziował: Mariusz Janik (Kraków)

 

Żółte kartki: Tomczuk, Cebula - Kurzawiński

 

Czerwona kartka: Kurzawiński 80+4 (druga żółta)

 

Widzów: 60

 

Prokocim: Bereda (47 Żebrowski) - Rolski, Aksamit, Anderson, Bil - Cebula, Nowak, Podgórni, Tomczuk - Kopycki (47 Krochmal), Krzeczek.

 

Górnik: Hebda (41 Świerczyński) - Góralczyk, Książek (41 Urbańczyk), Polus - Kurzawiński, Ptak - Manaseryan (57 Płonka), Kłys, Sikora (57 Morawski), M.Kubik (57 Kapusta) - Głowacki (41 Rembecki).

 

FUTMAL MVP: Rafał Aksamit (Prokocim)

 

Kamil Rembecki (napastnik Górnika): - Niestety, przyznać trzeba że straciliśmy dziś punkty w kuriozalny sposób. Gol wyrównujący padł po dużym błędzie naszego bramkarza w ostatniej akcji meczu ale nie można jego winić za ten remis. Wcześniej bowiem też traciliśmy głupie bramki, jak choćby ten gol na 3:4 gdy piłka przez nikogo nie tknięta przeleciała przez całe pole karne i wpadła pod nogi przeciwnika. No cóż, taki już nieprzewidywalny jest futbol. Prowadząc 4:1 chyba niektórzy z nas za bardzo uwierzyli w to, że wygrana już stała się faktem i takie myślenie skończyło się bardzo źle. Od dziś, po raz drugi w tym sezonie losy awansu przestały zależeć już tylko od nas. Czy faul na mnie na początku drugiej połowy miał miejsce w polu karnym? Tak, jestem przekonany że podcięty przez bramkarza zostałem już zdecydowanie w polu karnym. Sędzia jednak odgwidał wolnego i była to jego jedna, z licznych kontrowersyjnych decyzji. Zresztą obaj trenerzy z tego co słyszałem byli podobnego zdania.

 

Piotr Urbańczyk (obrońca Górnika): - Wydawać by się mogło, że byliśmy w tym meczu zespołem lepszym, w końcu po godzinie gry prowadziliśmy 4:1. Jednak Prokocim pokazał dziś że także potrafi zagrać dobry futbol i odrobił tak wysokie straty. Mimo wszystko uważam, że mieliśmy jeszcze okazje ku temu, by prowadzić w tym pojedynku jeszcze wyżej niż 4:1 i wtedy pewnie uniknęlibyśmy jakiegokolwiek stresu w tym meczu. Stało się niestety inaczej. Mamy czego żałować, bo drugi raz tej wiosny mieliśmy losy awansu we własnych nogach i drugi raz ten atut tracimy. Czemu nie zagrał dziś Piątek? Zgłosił trenerowi uraz stopy i podjęto decyzję by nie ryzykować pogłębiania się tego stanu bo przed nami jednak jeszcze kilka meczów, ważnych meczów.

Źródło: Piotr Kwiecień


Komentarze

0 komentarzy


Dodaj swój komentarz

*
*