Aktualności

Baraż: Koniec batalii o MLJM

2017-06-24

O tym, że mistrzowie I ligi w Małopolsce nie wywalczą bezpośrednio awansu do Małopolskiej Ligi Juniorów Młodszych zadecydowano w rundzie wiosennej. Wobec tego, że zmieniono zasady gry w jej trakcie, część drużyn cały dorobek sezonu skazanych było rzucić na szalę jednego, jedynego meczu barażowego losy awansu do MLJM. Dodatkowym niesmakiem był system rozgrywania baraży, polegający na losowym doborze par półfinałowych, których zwycięzcy uzyskiwali awans. W efekcie zdecydowanie najsilniejsze w całej czwórce pretendentów: Limanovia oraz Górnik Wieliczka, trafiły na siebie.

 

W pierwszym z półfinałów Limanovia pokonała Górnika Wieliczka po morderczej i zaciętej niezwykle walce. Trudno wręcz uwierzyć, że obu tych ekip nie zobaczymy w MLJM w kolejnych rozgrywkach. Limanovia postawiła jednak na swoim dzięki solidności i konsekwencji, zwłaszcza w grze defensywnej. Zabrakło jej wieliczanom i zostali za to bezlitośnie ukarani. Podopieczni Tomasza Sebastjańskiego zaprezentowali bardzo dojrzały futbol i przede wszystkim, mimo braku wiedzy o rywalu - znakomicie zneutralizowali największe atuty Górnika. Przez większość pojedynku, wieliczanie nie byli w stanie wygrać walki w środku pola, co znacznie zmniejszyło siłę ognia drużyny z Okręgu Kraków. 

 

W pierwszej połowie bardziej podobała się gra limanowian. To oni, mimo naprawdę wyrównanej walki, potrafili wypracować kilka groźnych sytuacji i prowadzenie objęte w 14 minucie było tego rzetelnym obrazem. Zanim jednak limanowianie zaczęli nękać Hebdę, sami mogli stracić gola. W 10 minucie bowiem po prostopadłym podaniu Książka, na czystą pozycję wybiegł Kubik ale niezbyt czysto za to trafił w piłkę i posłał ją obok słupka. W 14 minucie rozpoczęły się problemy Górników. A zaczęły się zupełnie niewinnie. Po świetnej diagonalnej piłce posłanej przez Pawła Matrasa, Hebda spokojnie uprzedził nadbiegającego Żurka ale niefortunnie wypuścił piłkę z rąk i snajper rywala skorzystał z prezentu bez namysłu. Błędy w defensywie okazały się dla podopiecznych Piotra Pasternaka, największym bólem tego pojedynku. W 20 minucie po dośrodkowaniu Orła z wolnego, bezkarnie do piłki startowali Mrożek i Pławecki. Ten pierwszy co prawda nie sięgnął głową piłki ale zrobił to nogą Pławecki. Na szczęście dla wieliczan, minimalnie spudłował. Poważne zagrożenie dla Hebdy sprokurował kilka minut potem Polus, który wpadł w poślizg i sprezentował piłkę najgroźniejszemu w Limanovii Żurkowi. Ten huknął z 15 metrów ale Hebda tym razem spisał się bez zarzutu. Górnicy byli w stanie wypracować w zasadzie jeszcze tylko jedną bramkową akcję z gry. Stało się to w 42 minucie gdy Kubik dopadł do zagranej z głębi pola piłki, uniknął przy tym spalonego i dośrodkował z końcowej linii na głowę Rembeckiego. Napastnik Górnika zrobił co do niego należało i na przerwę schodzono przy bramkowym remisie. Górnicy szukali jeszcze szczęścia po rzucie wolnym Kurzawińskiego z 16 minucie ale Pietrzak sparował piłkę trafiając w udo Pawła Matrasa. Powstało z tego jeszcze niemałe zamieszanie ale z happy endem dla zespołu z OZPN Nowy Sącz.

 

W drugiej połowie mieliśmy do czynienia z o wiele większą dawką emocji. Już na starcie, w 50 minucie limanowianie odzyskali prowadzenie. Znów po niepewnej postawie defensywy rywala. Piotr Patras posłał świetną prostopadłą piłkę na czyste pole do Żurka, ten wykorzystał niezdecydowanie i obrońcy i bramkarza, dobijając na raty głową piłkę do siatki. Zespół Piotra Pasternaka zaczął zmieniać się kadrowo. Pojawiali się kolejni zawodnicy, którzy faktycznie zwiększyli siłę ognia Górnika ale wciąż nie był to szturm. Limanowianie całkiem świadomie bronili skromnej i ciężko wywalczonej zaliczki nie dopuszczając rywala do wielu okazji. Mimo to, pod bramką Pietrzaka wcale nudą nie wiało. W 56 minucie Rutkiewicz wypuścił znakomicie w bój Kłysa. Ten uprzedził nawet bramkarza ale zagrał sobie piłkę za daleko i nie było już miejsca na strzał do pustej bramki. Skończyło się na dośrodkowaniu... fatalnym dośrodkowaniu. Tak naprawdę niebezpiecznie zrobiło się w 62 minucie gdy Sikora z kornera dorzucił piłkę na głowę Książka. Ten strzelał z niewielkiej odległości ale Pietrzak zdołał sparować piłkę, a dobitce Głowackiego zapobiegł jeden z obrońców. W 68 minucie wieliczanie jednak zebrali plon swojej ciężkiej pracy. Znów obronie rywala dał się we znaki Rutkiewicz. Zdołał pokonać Pietrzaka i jeszcze dograć do Głowackiego. Ten uderzył do pustej bramki z 12 metrów na tyle lekko, że Paweł Matras miał jeszcze szanse by ją dogonić... bezskutecznie. Górnicy z remisu nie zdążyli na dobrą sprawę nawet zacząć się cieszyć bo natychmiast odpowiedziała Limanovia. I ten moment meczu prawdopodobnie najlepiej odzwierciedla losy pojedynku. Podopieczni trenera Sebastjańskiego okazali się na tyle silni, by mimo braku przeprowadzanych zmian, odpowiedzieć golem na wagę triumfu i to zaraz po tym, jak wiatr w żagle zaczął łapać rywal. A i gol był przecudnej urody. Z kornera dośrodkowywał na długi słupek Piotr Matras, a Matlęga fenomenalnym wolejem posłał piłkę idealnie w okienko bramki Świerczyńskiego. Do końca meczu oglądaliśmy już dramatyczną walkę Górnika z czasem. Wieliczanie zredukowali liczbę obrońców do trzech i stawiali wszystko na jedną kartę. Emocji nie brakowało, także tych poza sportowych. W 80 minucie po jednym z fauli, doszło do sporej szarpaniny na boisku, posypały się żółte kartki a Żurek obejrzał bezpośrednio czerwoną. Broniący się w dziesiątkę limanowianie dotrwali jednak do końca z korzystnym rezultatem mimo, że Polus po dośrodkowaniu Sikory z wolnego wepchnął piłkę do siatki ale ze spalonego (gol nieuznany), a w doliczonym czasie gry Pietrzak na raty powstrzymywał szarżującego Ptaka.

 

Limanovia stoczyła niezwykle wyrównany bój z Górnikiem i to stojący na całkiem wysokim poziomie piłkarskim. O wygranej decydowały detale ale niezwykle ważne. Mowa bowiem o grze defensywnej, której sporo do zarzucenia może mieć zwłaszcza szkoleniowiec Górnika. Limanowianie popełnili znacznie mniej błędów pod własną bramką i skutecznie korzystając z tych popełnianych przez rywala, zapracowali na miano zwycięstwa zasłużonego.

 

Najbardziej wartościowym graczem meczu uznaliśmy Piotra Matrasa. Miał niebagatelny wpływ na to, że Limanovia długo nie oddawała pola gry w pomocy, a i jego dwie skrojone na miarę asysty pozwoliły ekipie Limanovii zadawać decydujące ciosy.
 

Baraż o awans do Małopolskiej Ligi Juniorów Młodszych, 24.06.2017

 

Górnik Wieliczka - Limanovia Limanowa 2:3 (1:1)

 

Rembecki 42, Głowacki 68 - Żurek 14, 50, Matlęga 70

 

Sędziował: Radosław Wilk (Kraków)

 

Żółte kartki: Kurzawiński - Piotr Matras, Hojda

 

Czerwona kartka: Żurek 80

 

Widzów: 60

Górnik: Hebda (46 Świerczyński) - Góralczyk, Polus, Książek, Urbańczyk (60 Sikora) - Kłys (57 Manaseryan), Kurzawiński, Ptak, Piątek, M.Kubik (46 Rutkiewicz) - Rembecki (46 Głowacki).

 

Limanovia: Pietrzak - Paweł Matras, Pławecki, Mrożek, Matlęga - Skrzatek, Piotr Matras, Orzeł, Smoter (90+3 Majeran) - Hojda, Żurek.

 

FUTMAL MVP: Piotr Matras (Limanovia)

 

Tomasz Sebastjański (trener Limanovii): - Czy wynik odzwierciedla grę? Powiem tak: zwycięzców się nie sądzi. Na pewno Górnik postawił nam poprzeczkę bardzo wysoko, zaskoczył nas nieco wysokim pressingiem i dobrą fizycznie grą. Powiem szczerze, że nie mieliśmy rozeznania przeciwnika, a warto zauważyć że to już kolejny nasz baraż więc pod koniec moim podopiecznym brakowało już sił. Czy błędy Górnika w defensywie były kluczem do zwycięstwa? Futbol jest generalnie grą błędów, wygrywa ten kto popełnia ich mniej. Co sądzę o fakcie rozgrywania baraży? Nie warto tego komentować.

 

Piotr Pasternak (trener Górnika): - Niestety przytrafiły nam się głupie błędy, które w takim meczu mogły i kosztowały nas bardzo dużo. Mimo to pamiętajmy o tym, że dwukrotnie dochodziliśmy przeciwnika, graliśmy sporo piłką, długo utrzymywaliśmy ją w posiadaniu i mieliśmy też okazje ku temu, by rozstrzygnąć ten mecz na swoją korzyść. Niestety błędy indywidualne, błędy w komunikacji spowodowały, że gdy dochodziliśmy rywala, trwoniliśmy to niedługo potem. Takie sytuacje po prostu nie mogą się przytrafiać jeśli chce się wygrać tak ważny pojedynek. Trochę zabrakło nam zimnej krwi, uspokojenia gry, przygotowania akcji po odrobieniu strat. Rzucaliśmy się na rywala i to nie przyniosło nam niczego dobrego. Czy baraże i to w takiej formie powinny rozstrzygać o losach pracy zespołu przez cały sezon? Nie mnie to pewnie oceniać. Skoro mądre głowy gdzieś wyżej uznały, że taki system jest najlepszy, to gratuluję. Ja jedynie mogę powiedzieć, że nie jest to system sprawiedliwy. Nam jednak nie w głowie roztrząsać tego co i w jakiej formie odbywa się na koniec sezonu. Mieliśmy dziś wygrać, a nie wygraliśmy, może gdybyśmy solidniej zagrali zwłaszcza w obronie, to my dziś świętowalibyśmy awans do ligi wojewódzkiej.

Źródło: Piotr Kwiecień


Komentarze

0 komentarzy


Dodaj swój komentarz

*
*